
Zaczekaj zamim wyjdziesz !
Zanim pójdziesz dalej — sprawdź nasze ceny. U nas dobra zabawka nie musi kosztować majątku, a promocji mamy naprawdę sporo i ciągle dochodzą nowe.
Bez kodów i kombinowania — ceny promocyjne widać od razu przy produktach.
Czy metoda Montessori rzeczywiście wspiera rozwój dziecka, czy jest jedynie modnym hasłem umieszczanym na zabawkach, meblach i akcesoriach dziecięcych? Sprawdzamy, na czym naprawdę polega to podejście, co mówią badania i jak wybierać zabawki, które pomagają dziecku zdobywać samodzielność, koncentrację oraz praktyczne umiejętności.
– Mamo, ja sam.
To zdanie może oznaczać, że wyjście z domu potrwa dziś trochę dłużej.
Dziecko chce samodzielnie założyć skarpetki, mimo że jedna z nich po chwili ląduje piętą na palcach. Próbuje włożyć but, ale wybiera niewłaściwą nogę. Chwyta suwak kurtki i przez kilka minut usiłuje połączyć jego dwie części. Dorosły patrzy na zegarek. Wie, że mógłby zakończyć całą operację w kilkanaście sekund.
Wystarczyłoby przykucnąć, poprawić ubranie, zapiąć kurtkę i powiedzieć:
– Gotowe, możemy iść.
Tylko czy rzeczywiście byłoby gotowe?
Z perspektywy rodzica – z pewnością. Z perspektywy dziecka zostałaby jednak przerwana próba zrobienia czegoś samodzielnie. Być może kolejna z wielu prób, dzięki którym mały człowiek stopniowo odkrywa, że potrafi wpływać na swoje otoczenie.
Właśnie w takich zwyczajnych sytuacjach najlepiej widać istotę podejścia Montessori.
Nie zaczyna się ono od drewnianej układanki, pastelowej półki ani odpowiednio urządzonego pokoju. Nie wymaga także wymiany wszystkich zabawek na produkty utrzymane w naturalnych kolorach. Zaczyna się od sposobu, w jaki dorosły patrzy na dziecko.
Czy widzi w nim osobę, której trzeba nieustannie pomagać, instruować i organizować każdą minutę?
Czy raczej człowieka, który chce próbować, działać, popełniać błędy i z czasem wykonywać coraz więcej czynności bez pomocy?
To rozróżnienie jest ważne, ponieważ przez ostatnie lata słowo „Montessori” zaczęło żyć własnym życiem. Możemy znaleźć łóżka Montessori, stoliki Montessori, kuchnie Montessori, zabawki Montessori, książeczki, wieże, sortery, tablice, a nawet dekoracje pokoju opisane tym terminem.
Niektóre z tych przedmiotów rzeczywiście mogą wspierać samodzielność. Inne wykorzystują głównie popularność nazwy.
Dlatego, zanim zaczniemy wybierać odpowiednie zabawki, warto odpowiedzieć na ważniejsze pytanie:
Czy Montessori naprawdę działa – i co właściwie powinno działać?
Gdyby zapytać przypadkową osobę, z czym kojarzy jej się Montessori, prawdopodobnie usłyszelibyśmy odpowiedź: z drewnianymi zabawkami, spokojnymi kolorami, porządkiem i samodzielnością.
Nie jest to całkowicie błędne skojarzenie, ale pokazuje jedynie niewielką część znacznie szerszego podejścia.
Montessori jest metodą edukacyjną stworzoną na początku XX wieku przez włoską lekarkę i pedagożkę Marię Montessori. Jej podstawą nie jest konkretny materiał, kolor ani rodzaj wyposażenia. Najważniejsze są obserwacja dziecka, przygotowane środowisko, możliwość wyboru aktywności, nauka przez działanie oraz stopniowe zdobywanie niezależności.
W klasycznym środowisku Montessori materiały są starannie dobierane, uporządkowane i dostępne dla dzieci. Przestrzeń ma umożliwiać poruszanie się, pracę indywidualną oraz działanie we własnym tempie. Nauczyciel nie znika, ale jego rola różni się od tradycyjnego modelu. Zamiast przez cały czas kierować grupą, obserwuje, pokazuje sposób korzystania z materiału i pomaga wtedy, gdy jest to potrzebne. American Montessori Society
To oznacza, że zabawka nie staje się „montessoriańska” wyłącznie dlatego, że wykonano ją z drewna.
Może być piękna, solidna i wartościowa, a jednocześnie niewiele mieć wspólnego z oryginalnymi pomocami Montessori. Może też nie być klasycznym materiałem Montessori, ale dobrze wspierać podobne cele: koncentrację, koordynację, samodzielność, rozumienie zależności przyczynowo-skutkowych czy wykonywanie codziennych czynności.
Z perspektywy rodzica nie zawsze trzeba prowadzić akademickie rozważania nad nazwą produktu. Znacznie praktyczniejsze jest zadanie kilku prostych pytań:
To właśnie odpowiedzi na te pytania pozwalają odróżnić wartościową pomoc rozwojową od przedmiotu, na którym umieszczono jedynie modne określenie.
Maria Montessori nie zaczynała jako projektantka zabawek ani właścicielka szkoły. Była lekarką i jedną z pierwszych kobiet we Włoszech, które ukończyły studia medyczne. Pracując z dziećmi, zaczęła zauważać, że ich zachowanie i możliwości w ogromnym stopniu zależą od środowiska, sposobu traktowania oraz rodzaju powierzanych im aktywności.
W 1907 roku otworzyła pierwszą Casa dei Bambini, czyli Dom Dziecięcy, w rzymskiej dzielnicy San Lorenzo. Placówka była przeznaczona dla dzieci z ubogich rodzin. Nie była luksusowym przedszkolem wyposażonym w kosztowne pomoce. Jej rozwój wyrastał z obserwacji dzieci oraz stopniowego modyfikowania przestrzeni i materiałów w odpowiedzi na ich potrzeby. The New Yorker
To bardzo ważny fragment historii, szczególnie dziś, kiedy Montessori bywa przedstawiane jako kosztowny styl życia.
Pierwotnie nie chodziło o stworzenie idealnego pokoju dziecięcego, który dobrze wygląda na zdjęciu. Chodziło o umożliwienie dzieciom wykonywania prawdziwych czynności, dbania o otoczenie, rozwijania zmysłów oraz uczenia się poprzez bezpośrednie doświadczenie.
Dzieci miały dostęp do przedmiotów dopasowanych do ich wzrostu i możliwości. Uczyły się nalewać wodę, zapinać guziki, układać materiały, porządkować miejsce pracy i korzystać z pomocy edukacyjnych. Zamiast zakładać, że są zbyt małe, by uczestniczyć w codziennym życiu, tworzono warunki, w których mogły stopniowo zdobywać kolejne kompetencje.
To podejście wydaje się dziś oczywiste. W czasach Marii Montessori było jednak dalekie od powszechności.
Dziecko przez długi czas traktowano przede wszystkim jako niedojrzałą wersję dorosłego, którą należy dyscyplinować, przekazywać wiedzę i przygotowywać do późniejszego życia. Montessori zwróciła uwagę na to, że dzieciństwo nie jest jedynie poczekalnią przed dorosłością. Jest okresem intensywnego rozwoju, w którym dziecko aktywnie buduje własne umiejętności.
Nie oznacza to, że dorosły powinien wycofać się całkowicie.
Dziecko potrzebuje granic, bezpieczeństwa, obecności i mądrego przewodnictwa. Potrzebuje jednak również okazji, by wykorzystywać własną ciekawość, powtarzać czynności i doświadczać skutków swoich decyzji.
Na to pytanie nie powinno się odpowiadać marketingowym sloganem.
Metoda Montessori jest stosowana w wielu krajach i w bardzo różnych placówkach. Jedne realizują jej założenia konsekwentnie, inne wykorzystują jedynie wybrane elementy. Badanie efektów utrudniają również różnice między rodzinami, nauczycielami, szkołami, programami oraz środowiskiem społecznym dzieci.
Nie można więc uczciwie powiedzieć, że samo zapisanie dziecka do placówki z nazwą „Montessori” automatycznie zagwarantuje określone wyniki.
Można natomiast powiedzieć, że istnieją badania wskazujące na pozytywne efekty dobrze realizowanej edukacji Montessori.
Opublikowany w 2023 roku przegląd systematyczny i metaanaliza objęły 32 badania porównujące edukację Montessori z tradycyjnymi formami nauczania. Autorzy stwierdzili niewielki lub umiarkowany, ale znaczący pozytywny wpływ na wyniki akademickie oraz obszary pozaszkolne, w tym funkcje wykonawcze, kreatywność i rozwój społeczno-emocjonalny. Jednocześnie wyniki poszczególnych badań różniły się, co pokazuje, jak istotna jest jakość realizacji programu. PubMed
Wcześniejszy przegląd opublikowany w czasopiśmie „npj Science of Learning” również wskazywał na obiecujące elementy metody, ale zwracał uwagę na ograniczenia dostępnych badań. Problemem bywa między innymi mała liczba projektów z losowym przydziałem dzieci, różnice w wierności wdrażania programu oraz trudność oddzielenia wpływu Montessori od innych cech konkretnej szkoły lub rodziny. Nature
Odpowiedź na pytanie „czy Montessori działa?” brzmi zatem:
Tak, istnieją wiarygodne przesłanki, że dobrze realizowane podejście Montessori może pozytywnie wpływać na rozwój akademicki, społeczny i poznawczy. Nie jest jednak magicznym systemem, który działa niezależnie od nauczyciela, rodziny, dziecka oraz jakości przygotowanego środowiska.
To rozróżnienie jest ważne także podczas wyboru zabawek.
Jedna układanka nie zmieni całego rozwoju dziecka.
Pchacz, sorter, tablica manipulacyjna czy zestaw do odgrywania ról mogą tworzyć wartościowe okazje do nauki, ale największe znaczenie ma sposób, w jaki dziecko z nich korzysta. Liczy się czas, możliwość swobodnego działania, dopasowanie trudności oraz reakcja dorosłego.
Współczesna zabawka może robić naprawdę dużo.
Po naciśnięciu przycisku zaczyna śpiewać. Po przekręceniu elementu zapala kolorowe światło. Wypowiada nazwy zwierząt, liczy, zadaje pytania, naśladuje dźwięki pojazdów i gratuluje poprawnej odpowiedzi.
Taki produkt może być atrakcyjny i nie należy zakładać, że każda zabawka elektroniczna jest zła. Problem pojawia się wtedy, gdy większość zabawy polega na uruchamianiu gotowych reakcji.
Dziecko naciska.
Zabawka odpowiada.
Dziecko naciska ponownie.
Zabawka ponownie odtwarza dźwięk.
Aktywność jest obecna, ale może pozostawać bardzo ograniczona.
Dobrze dobrana zabawka otwarta lub manipulacyjna stawia dziecko w innej sytuacji. Aby zbudować wieżę, trzeba dobrać elementy, ustawić je i zaakceptować, że konstrukcja czasem się przewróci. Aby przygotować drewnianego burgera, należy zdecydować o kolejności składników, utrzymać je w dłoniach i stworzyć własny scenariusz restauracji. Aby ułożyć puzzle, trzeba analizować kształty, porównywać szczegóły i próbować różnych rozwiązań.
Przedmiot nie dostarcza całej historii.
Dziecko musi wnieść do zabawy własny pomysł.
W sklepie AleSmyk znajduje się między innymi drewniany zestaw WOOPIE GREEN do komponowania burgera. Zestaw składa się z 15 elementów i może służyć nie tylko jako układanka, lecz również jako punkt wyjścia do zabawy w kuchnię, restaurację, przyjmowanie zamówień i przygotowywanie posiłków. Produkt jest oznaczony certyfikatem FSC.
Nie jest to klasyczna pomoc Montessori używana w placówkach według ściśle określonego sposobu prezentacji. Może jednak wspierać umiejętności bliskie temu podejściu: samodzielne komponowanie, koordynację ręka–oko, układanie elementów w kolejności oraz zabawę opartą na czynnościach obserwowanych w codziennym życiu.
I tutaj pojawia się ważna zasada:
Nie pytajmy wyłącznie, czy producent nazwał zabawkę Montessori. Sprawdźmy, do jakiego działania rzeczywiście zaprasza ona dziecko.
Dorosły zazwyczaj patrzy na zadanie przez pryzmat rezultatu.
Kubek ma znaleźć się na stole bez rozlanego mleka.
Kurtka ma być zapięta.
Klocki mają wrócić do pudełka.
Kanapka ma zostać przygotowana możliwie szybko.
Dziecko patrzy inaczej. Dla niego samo wykonywanie czynności bywa równie ważne jak jej rezultat. Nalewanie wody nie jest tylko sposobem na napełnienie szklanki. Jest ćwiczeniem kontrolowania ruchu, obserwowania poziomu płynu, dopasowywania siły oraz reagowania na to, co się wydarzyło.
Podobnie działa zabawa.
Gdy maluch po raz kolejny wkłada element do otworu, wyjmuje go i zaczyna od początku, dorosły może odnieść wrażenie, że dziecko nie robi nic nowego. Tymczasem ono udoskonala precyzję ruchu, przewiduje rezultat i porównuje kolejne próby.
Powtarzanie nie jest oznaką braku pomysłów.
Dla małego dziecka jest jednym z najważniejszych sposobów uczenia się.
W podejściu Montessori dziecko ma możliwość powtarzania wybranej aktywności bez ciągłego przerywania i narzucania kolejnego zadania. Stąd znaczenie dłuższych, nieprzerwanych okresów pracy oraz materiałów dostępnych w uporządkowanym otoczeniu. American Montessori Society
W domu nie trzeba odtwarzać całej sali Montessori, aby skorzystać z tej obserwacji.
Czasem wystarczy nie mówić po dwóch minutach:
– Już się tym bawiłeś, może weźmiemy coś innego?
Jeżeli dziecko wciąż jest skupione, prawdopodobnie nadal znajduje w tej czynności coś ważnego.
Dziecko, któremu dorosły zawsze pomaga w odpowiednim momencie, może rzadziej doświadczać frustracji.
Wieża nie zdąży się przewrócić, ponieważ rodzic poprawi krzywo ustawiony klocek.
Element układanki szybko trafi na miejsce, bo dorosły podpowie właściwy otwór.
But zostanie założony prawidłowo.
Woda nie rozleje się na blat.
Z zewnątrz wszystko wygląda doskonale. Trudniej jednak nauczyć się przewidywania, cierpliwości i poprawiania własnego działania, jeśli ktoś usuwa każdy problem, zanim dziecko zdąży się z nim zmierzyć.
Nie oznacza to, że należy zostawiać dziecko samo z zadaniem ponad jego możliwości.
Dobra pomoc polega na uważnej obserwacji.
Być może wystarczy przysunąć przedmiot bliżej.
Pokazać czynność wolniej.
Przytrzymać naczynie, ale pozwolić dziecku nalewać.
Rozpocząć suwak, lecz nie ciągnąć go do końca.
Usunąć dwa elementy układanki, jeśli ich liczba jest przytłaczająca.
Montessori nie oznacza pozostawienia dziecka bez wsparcia. Oznacza takie wsparcie, które nie odbiera mu całego działania.
To podejście jest szczególnie cenne w żłobkach i przedszkolach. W grupie łatwo przyzwyczaić się do robienia wielu rzeczy za dzieci, ponieważ tak jest szybciej. Ubieranie, sprzątanie, przygotowywanie miejsca do posiłku czy odkładanie pomocy wymaga czasu. Włączenie dzieci w te czynności początkowo może wydłużać codzienne rytuały, ale jednocześnie buduje nawyki, które z czasem zwiększają samodzielność całej grupy.
Jednym z najważniejszych pojęć związanych z Montessori jest „przygotowane środowisko”.
Brzmi poważnie, ale jego sens jest bardzo praktyczny.
Jeżeli chcemy, by dziecko samodzielnie wybierało książkę, powinna znajdować się na dostępnej wysokości.
Jeżeli ma odkładać zabawki, ich miejsce musi być dla niego zrozumiałe.
Jeżeli ma pomagać przy stole, potrzebuje naczyń, które potrafi unieść i bezpiecznie przenieść.
Jeżeli wszystkie rzeczy znajdują się wysoko, są ciężkie, zamknięte lub stale podawane przez dorosłego, samodzielność pozostaje jedynie hasłem.
Amerykańskie Towarzystwo Montessori opisuje przygotowane środowisko jako przestrzeń uporządkowaną, estetyczną, dopasowaną do potrzeb rozwojowych i umożliwiającą pracę samodzielną albo w grupie. Materiały są wybierane świadomie i rozmieszczane w sposób dostępny dla dzieci. American Montessori Society
W mieszkaniu nie trzeba od razu kupować nowych mebli.
Można zacząć od jednej niskiej półki.
Zamiast wypełniać ją trzydziestoma zabawkami, warto pozostawić kilka przedmiotów, z których dziecko rzeczywiście korzysta. Pozostałe można schować i wymieniać co pewien czas. Każda zabawka powinna mieć swoje czytelne miejsce: koszyk, tackę, pudełko lub fragment półki.
Taki porządek nie służy jedynie estetyce.
Pomaga dziecku rozpoznać dostępne możliwości i rozpocząć zabawę bez przekopywania się przez pełny pojemnik przypadkowych elementów.
W przedszkolu ten sam sposób organizacji może wyraźnie ułatwić funkcjonowanie grupy. Materiały przechowywane w opisanych lub oznaczonych obrazkami miejscach pozwalają dzieciom samodzielnie je pobierać i odkładać. Nauczyciel nie musi być jedyną osobą, która wie, gdzie znajduje się dany zestaw.
W wielu dziecięcych pokojach zabawek jest tak dużo, że trudno zobaczyć każdą z osobna.
Klocki mieszają się z puzzlami. Brakuje części układanki. Figurki leżą pod samochodami, a drewniane elementy z kilku zestawów trafiają do jednego dużego pojemnika. Dziecko zagląda do środka, wyciąga kilka rzeczy i po chwili rezygnuje.
Nie musi to oznaczać, że nie potrafi bawić się samodzielnie.
Być może liczba możliwości jest zbyt duża, a przestrzeń nie podpowiada, od czego zacząć.
W podejściu Montessori ograniczona liczba starannie dobranych materiałów jest świadomym elementem przygotowanego środowiska. Celem nie jest pozbawienie dziecka różnorodności, lecz umożliwienie mu rzeczywistego skupienia się na dostępnej aktywności.
Dla rodzica może to oznaczać prostą rotację zabawek.
Część zostaje na półce, a część trafia do zamkniętego pudełka. Po dwóch lub trzech tygodniach zestawy można zamienić. Przedmioty, które wcześniej przestały budzić zainteresowanie, często wracają wtedy jako atrakcyjne i na nowo odkrywane.
Nie jest potrzebna ścisła tabela rotacji.
Wystarczy obserwować:
Takie spojrzenie pozwala kupować rozsądniej. Zamiast stale dokładać kolejne przedmioty, można dobierać je do rzeczywistych potrzeb i zainteresowań dziecka.
Wokół metody narosło wiele uproszczeń. Jedno z nich mówi, że dziecko powinno zajmować się wyłącznie realistycznymi czynnościami, a wszelka zabawa wyobrażeniowa stoi w sprzeczności z Montessori.
Rzeczywiście, klasyczne podejście w pierwszych latach życia mocno akcentuje realny świat. Dzieci poznają prawdziwe przedmioty, zwierzęta, rośliny, czynności życia codziennego i zależności, które mogą obserwować. Wynika to z przekonania, że małe dziecko dopiero uczy się odróżniać rzeczywistość od fikcji.
Nie znaczy to jednak, że wyobraźnia jest czymś niepożądanym.
Przeciwnie, rozwija się ona na bazie doświadczeń, języka, obserwacji oraz samodzielnej aktywności. Zestawy do odgrywania ról mogą pomagać dziecku przetwarzać codzienne sytuacje. Zabawa w sklep, kuchnię, warsztat czy przychodnię pozwala odtwarzać role społeczne, ćwiczyć komunikację i budować własne historie.
Ważna jest jakość tego doświadczenia.
W ofercie AleSmyk znajduje się rozbudowana kategoria drewnianych zabawek edukacyjnych, układanek, sorterów, zabawek do odgrywania ról oraz pomocy przeznaczonych również do przedszkoli. Sam sklep rozdziela między innymi kategorie Montessori, odgrywania ról, układanek, tablic manipulacyjnych oraz wyposażenia STEAM.
To ważne, ponieważ nie każde dziecko potrzebuje dokładnie tego samego rodzaju aktywności. Jedno będzie godzinami układać elementy według kształtu. Inne wybierze zabawę tematyczną. Jeszcze inne potrzebuje przede wszystkim ruchu i manipulowania dużymi przedmiotami.
Montessori nie powinno oznaczać wciskania wszystkich dzieci w jeden estetyczny schemat.
Powinno zaczynać się od obserwacji konkretnego dziecka.
Działa przede wszystkim wtedy, gdy przestaje być etykietą.
Jeżeli Montessori oznacza dla nas wyłącznie kupowanie drewnianych przedmiotów, efekt może być niewielki. Dziecko może mieć doskonale wyposażony pokój, a mimo to stale słyszeć:
Z drugiej strony rodzina, która nie posiada żadnych specjalistycznych pomocy, może realizować wiele wartościowych założeń tej metody. Wystarczy, że pozwala dziecku uczestniczyć w codziennych czynnościach, przygotowuje dostępne otoczenie, ogranicza nadmiar bodźców, obserwuje zainteresowania i nie wyręcza w każdej trudności.
Zabawki pozostają ważne.
Dobrze dobrana układanka może ćwiczyć koncentrację.
Sorter pomaga dostrzegać cechy i zależności.
Pchacz wspiera ruch, a połączony z elementami manipulacyjnymi oferuje kolejne aktywności.
Sklepik lub kuchnia zachęcają do odgrywania ról i korzystania z języka.
Klocki pozwalają planować, budować, burzyć i zaczynać od nowa.
Jednak nawet najlepszy produkt nie zastąpi dziecku czasu na samodzielne działanie.
Ostatecznie to właśnie ono jest najważniejszą „pomocą edukacyjną” w całym procesie: jego dłonie, zmysły, ciekawość, ruch i potrzeba powtarzania.